Książka w częściach

Cykle powieściowe, trylogie, sagi święcą dziś na całym świecie ogromne, zupełnie nieprzesadzone sukcesy. Amatorzy ,,pseudoromantycznych” wampirów jeszcze do niedawna zachwycali się książkami Stephenie Meyer, potterpotteromania dziesięć lat temu (ile, przepraszam?!) dopadła również i mnie, a sam Harry okazał się być jednym z filarów mojego dzieciństwa. Przyjemnie jest móc wrócić do dobrze znanych bohaterów, wykreowanych przez pisarzy światów, które stopniowo stają się i naszym udziałem. Wieloczęściowe wydawnictwa darzę szczególną sympatią ze względu na to, że uwielbiam książki na swój sposób ,,antropomorfizować”, wychodzić gdzieś poza ramę przedmiotu, okładki, tekstu… Wolę myśleć o książkach przez pryzmat postaci ukrytych na ich kartach.

Książkowe serie bywają bardzo różne. Zdarzają się wspaniałe, intrygujące części pierwsze, żeby potem poziom kolejnych mógł jedynie stopniowo się obniżać. Znam jednak i takie publikacje, które od początku do końca niezmiennie mnie urzekały i nigdy nie zawiodły. Zamiast mówić o najnowszych seriach książkowych, postanowiłam dziś przypomnieć te, które miałam okazję czytać dawniej, a które  do dzisiaj świetnie pamiętam. Jedną z nich, być może bardzo stereotypową w przypadku czytelnika płci żeńskiej, jest dla mnie seria Ani z Zielonego Wzgórza L. M. Montgomery, co istotne – w jednym z jej pierwszych wydań, z cudownymi rysunkowymi Ania-ze-Złotego-Brzeguokładkami, pożółkłymi kartkami i cudownym zapachem starych, dotykanych setkami dłoni stronnic. Powieść, początkowo wielokrotnie odrzucana przez wydawców (jak oni mogli nie zauważyć jak jest wspaniała?!),  liczy sobie dziewięć tomów. Stopniowo towarzyszymy Ani w kolejnych latach jej życia, od momentu, gdy pojawia się w domu Maryli i Mateusza, przez jej studia na uniwersytecie, pierwszą pracę, aż po czasy, kiedy jest już matką, nie mniej wyjątkowych niż ona sama, dzieci. Zarys opowieści może wydawać się dosyć sztampowy, dla mnie, wówczas kilkunastoletniej, był naprawdę magiczny. Do dzisiaj pamiętam, jak bardzo angażowała mnie każda decyzja głównej bohaterki, każda trudność, która raz po raz się przed nią piętrzyła. Poza tym, jak można było nie kibicować Ani i Gilbertowi, nieśmiale przyznającym się do łączącego ich od dawna uczucia?

Nie mogę również nie wspomnieć o innej mojej  ukochanej serii książkowej z dzieciństwa, a mam tu na myśli skandynawski fenomen – Muminki. Dziewięciotomowe dzieło (liczba dziewięć powtarza nam się już po raz drugi) fińskiej pisarki Tove Jansson czytałam po raz pierwszy zimą (ta pora roku wydaje się idealna na czytanie tych książek). Muminki czarowały od samego muminkipoczątku – atmosferą książek, pięknymi ilustracjami autorki, swoistą, bardzo szczególną aurą niesamowitości, która niezmiennie im towarzyszyła. Były po trochu straszne, ale mimo tego przyjazne. Każda kolejna część zastawała je w innym, ważnym dla nich momencie (a to pewnego razu, gdy nad Doliną Muminków pojawiła się zagrażająca im kometa, a to w trakcie spotkania z trollami lub podczas rozpoczynającej się właśnie zimy). Muminki powinien przeczytać każdy, sam lub z własnymi dziećmi. Gwarantuję przemile spędzone wieczory z Włóczykijem, Panną Migotką czy niebanalnymi opowieściami Taty Muminka.

Jeżycjadę pani Małgosi Musierowicz wydawaną od 1977 r. zna już kilka pokoleń czytelników, kończąc na tych, którzy mają możliwość sięgnąć po niedawno wydaną ,,Wnuczkę do orzechów”. Daje to niezbity dowód, że czas nie jest żadną przeszkodą dla tej wspaniałej, już aż dziewiętnastoczęściowej, polskiej serii. Akcja większości książek rozgrywa się w Poznaniu, autorka tygrys i różaczęsto odwołuje się do miejsc istniejących w mieście w rzeczywistości. Przed oczami czytelnika kreuje świat znakomitych, wyrazistych bohaterów, którzy w różnych konfiguracjach oraz relacjach (często zaskakujących) powracają w kolejnych częściach.  Każdy z tomów poświęcony jest zasadniczo jednej, głównej postaci, nie brakuje jednak bohaterów drugoplanowych, równie istotnych. Największym atutem Jeżycjady od zawsze była dla mnie jej niewymuszona swojskość, sytuacje, opowieści i postaci, z którymi bez trudu udaje się utożsamić, a które przy tym pozytywnie angażują czytelnika w akcję powieści. Nie można nie polubić nobliwego profesora Dmuchawca, pragmatycznej i zdroworozsądkowej Gabrysi czy romantycznej Idy!

Jestem ogromnie ciekawa, jakie są wasze ulubione książkowe cykle, czy często do nich wracacie? Do których stale macie sentyment? Których nie znosicie? Mój subiektywny wybór z pewnością jest niepełny o mnóstwo świetnych, wartych uwagi pozycji, ale to już zupełnie inna, o wiele dłuższa historia… 

Reklamy

One thought on “Książka w częściach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s