Więzienne opowieści

Andrzej Stasiuk, Mury Hebronu

Nie powiem chyba nic ponad miarę, kiedy napiszę, że Andrzej Stasiuk należy do grona najlepszych współczesnych polskich pisarzy. Tym bardziej wstyd i hańba, że spotykam się z jego twórczością dopiero po raz pierwszy. Jednak nic straconego – może po raz pierwszy, ale za to zaczynając od samego początku, bo od debiutu.

Mury Hebronu zostały wydane dosyć dawno – w 1992 roku i były pierwszą książką Stasiuka, która pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Autor, pisząc zbiór opowiadań, których akcja toczy się w więziennej celi i głównym mury hebronubohaterem czyniąc złodzieja opowiadającego o swojej drodze prowadzącej za kraty, zadebiutował kontrowersyjnie i bardzo wyraziście. Co warte zauważenia, w biografii Stasiuka odnajdujemy fragment, mówiący o tym, że on sam spędził w więzieniu półtora roku, co stanowiło karę wyznaczoną za dezercję z wojska. Można tym samym próbować dopatrywać się w jego prozie źródeł autobiograficznych, umiejętnie przefiltrowanych przez literacką fikcję. Myślę jednak, elementy te zostały potraktowane bardzo wybiórczo, trudno byłoby wysnuć spójną relację dotyczącą realnych doświadczeń autora mających swoje odzwierciedlenie w zbiorze opowiadań. Warto jednak odnotować wspomniany fakt, choćby po to, żeby w pełni docenić realistyczność i sugestywność pisarskiego stylu Stasiuka.

Mury Hebronu rozpoczyna seria krótkich, kilkustronicowych opowiadań zza więziennego muru. Opowiadania te są jak kolejne obrazki, klatki filmu, które jedna po drugiej są wyświetlane przed oczami czytelnika. Fragmenty prozy zdaje się łączyć jedynie miejsce akcji i niezwykła atmosfera, którą udaje się wykreować Stasiukowi. Zbiór kończy dłuższe opowiadanie pt: Opowiadanie jednej nocy, w którym narrator prisonrelacjonuje młodszemu koledze z więziennej celi historię swojego życia, a także dzieje kolejnych podejmowanych przez niego kradzieży i następujących po nich odsiadek. Całe opowiadanie czyta się jednym tchem, akcja toczy się wartko, a ciekawość czytelnika dotycząca dalszych losów głównego bohatera nieprzerwanie rośnie. Narrator snuje swoją opowieść z niebywałą swadą, nie szczędzi pikantnych szczegółów swoich kolejnych związków, błyszczy celnymi spostrzeżeniami i odstręcza swoim cwaniactwem i bezwzględnością w manipulowaniu innymi.

Tym, co wywołało na mnie najsilniejsze wrażenie po lekturze Murów były spostrzeżenia dotyczące roli czynności opowiadania i jej znaczenia dla osadzonych w więzieniu. Snucie opowiadań staje się dla więźniów jedyną możliwością ucieczki, pozwala na chwilę przenieść się do innej rzeczywistości, zapomnieć o twardej i zimnej pryczy, szarych murach, o obecności krat. W jednym z opowiadań główny bohater powie: jak się słucha i jak się opowiada, to jest tak, jakby tego kryminału dookoła nie było. Wystarczy zamknąć oczy i jak ktoś dobrze nawija, to jest jak w kinie.  Słowa są tutaj niczym terapia, złoty środek, który jako jedyny potrafi choć trochę uleczyć ból straconego życia.

Proza Stasiuka, bez dwóch zdań, wciska w fotel. Drastyczność opisów więziennych praktyk i naszpikowanie wulgaryzmami mogą odstraszyć co wrażliwszych czytelników, a nawet spowodować nieodwracalne zarzucenie lektury. Trudno jednak nie przyznać, że właśnie dzięki tym zabiegom Mury Hebronu są tym, czym zapewne miały być – realistycznym (jeśli nie skrajnie naturalistycznym), balansującym na skraju reportażowości, portretem więzienia i odsiadujących w nim karę mężczyzn. Autor nie oszczędza swoich prison - brazilphotosstockagencyodbiorców, bezceremonialnie opisuje mające miejsce w celach gwałty, umacniające się między więźniami podziały, praktyki, które w wielu miejscach każą nam się zastanawiać, jak wielkiemu zwierzęceniu może ulec człowiek. Na kartach książki niemałe znaczenie ma również obecność więziennego żargonu, który autor podaje jednak w sposób niewymagający od czytelnika wysiłków w jego zrozumieniu. Znaczenia obcych słów umieszczane w odpowiednich kontekstach wyłapuje się zupełnie intuicyjnie.

Zdecydowanie nie polecę Murów Hebronu każdemu. Jeśli jednak macie ochotę na kawał fenomenalnej, mocnej prozy – sięgnijcie po nie koniecznie. Gwarantuję pojawienie się niezwykle skrajnych emocji, a przy tym ogromu satysfakcji po zakończonej lekturze!

Reklamy

One thought on “Więzienne opowieści

  1. Jestem już po kilku fragmentach i szczerze, jeśli nie zajdzie jakaś nagła konieczność, to książkę sobie daruję. Z jednej strony nie wierzyłam, co czytam, z drugiej, miałam odruchy wymiotne. No ale to w końcu debiut, a jak wchodzić, to z przytupem! :) świetna notka!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s