Żywot człowieka dygoczącego

Jakub Małecki, Dygot

„Naznaczona wstrząsającą tajemnicą ballada o pięknie i okrucieństwie polskiej prowincji” – napisano w krótkiej nocie na okładce książki. Śmiem twierdzić, że ktoś tu się bardzo pomylił. Dygot to znacznie więcej.

O czym jest powieść Jakuba Małeckiego? O strachu, o życiu, o bólu, o miłości, o ludziach? O ludziach zwłaszcza. O czasie jednostki ponad czasem historii. Dopiero później o polskiej wsi, o niezrozumieniu, o linczu, o inności. A to na pewno nie wszystko. Płaszczyzny Dygotu można mnożyć, tak jak mnożyć dygotmożna wytłumaczenia tytułu. Każdy zinterpretuje go po swojemu. I nie ma nic wspanialszego. Małecki na kartach książki snuje opowieść o dwóch rodzinach. Rozpiętość czasu, w którym je umieszcza jest ogromna – zamyka się w latach 1939-2004. W tym okresie poznajemy losy aż trzech pokoleń Łabendowiczów i Geldów. Jesteśmy świadkami narodzin, chorób, śmierci, a nawet morderstw. Gdzieś zupełnie obok tych wydarzeń kończy się II wojna światowa, Barbara Chałupiec zmienia się w Polę Negri i robi zawrotną karierę, ludzie pierwszy raz lecą na Księżyc, a Polak zostaje papieżem. Te dobrze znane wszystkim fakty, budujące historyczną świadomość, schodzą tutaj niejako w cień i robią miejsce zwykłemu życiu, pracy na roli, oswajaniu chorej sowy, małżeńskiej zdradzie, kupowaniu pierwszego samochodu i zdiagnozowanej białaczce.

Życie w Dygocie jest pulsującym organizmem, indywidualnym bytem, nieokreśloną siłą, która podszywa wszelkie zdarzenia, przeszkody i zawirowania, które raz po raz stają na drodze bohaterów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Życie, jako takie, to tutaj niemal osobna postać. Nienazwana, nieujarzmiona, rozrywająca tkankę opowieści i losów bohaterów. U tych ostatnich z trudem szukać nadzwyczajności. Etykieta wyjątkowości, na nieszczęście, zostaje przypięta wies 1jedynie Wiktorowi – synowi Łabendowiczów, który rodzi się albinosem. Odmienność chłopca to od początku rzecz nie do przyjęcia dla mieszkańców maleńkiej wioski w PRL-owskiej Polsce. Wiktuś wytykany palcami słucha o przypisywanych mu kolejnych nieszczęściach, klęskach żywiołowych i prywatnych tragediach, których źródła tubylcy upatrują w szatańskim pochodzeniu malca. Dochodzi do rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Życie zostaje złamane, rozszarpane, zdeptane. Czytając recenzje Dygotu, natknęłam się kilkakrotnie na zarzuty, jakoby Małecki nagminnie stawiał swoich bohaterów w ekstremalnych sytuacjach, za mało zaś miało być w powieści przeciętnej, szarej codzienności. Trudno mi zgodzić się z tą krytyką. Mimo, że poparta konkretnymi spostrzeżeniami, wydaje się negować to, co dla opowieści, w moich oczach, najistotniejsze. Autor chcąc pokazać postaci w tak długim okresie czasu, z premedytacją wskazuje na momenty przełomowe. Tym samym obrazuje Życie w jego najpełniejszej, często więc najbrutalniejszej formie.

Nie można pisać o Dygocie, nie wspominając o języku. Prosta fraza i poetyckie zacięcie autora tworzą podczas czytania niesamowitą atmosferę. Urzekają i sprawiają, że tekst staje się przezroczysty, a czytelnik bez reszty wsiąka w świat bohaterów. Pod powierzchnią zdarzeń słowa kreują drugą, ale wcale nie oddzielną rzeczywistość – magiczną, odczuwalną jedynie zmysłami, kruchą. Jeżeli uda nam się do niej dotrzeć, idealnie dopełni całości opowieści, my sami zaś poczujemy głęboką satysfakcję. Nie ma tutaj bowiem wątpliwości – obcujemy z dziełem naprawdę mistrzowskim.

Reklamy

3 thoughts on “Żywot człowieka dygoczącego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s