Czytam więc jestem

Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą

Uwielbiam czytać książki o czytaniu książek. Uwielbiam, gdy ktoś opowiada, co w czytaniu sprawia mu największą przyjemność. Uwielbiam rozmawiać o książkach. Uwielbiam patrzeć na czytających ludzi. I uwielbiam Ryszarda Koziołka!

Bo czy można nie uwielbiać autora, który pisze:

Literatura nauczyła nas pragnąć czegoś ,,innego”, wychodzić poza krąg codziennych przyzwyczajeń, poza rytuał wyznaczany bądź przez konwencję życia wspólnoty, bądź po prostu przez potrzeby ciała, które chce jeść, spać i tak dalej.

Literaturoznawca i miłośnik książek – profesor Ryszard Koziołek stworzył dzieło, które w całości jest jak jedno wielkie, wielostronicowe wyznanie najgłębszych uczuć od lat żywionych do literatury. Swoje rozważania autor zamknął w kilkunastu esejach poświęconych różnym koziolektytułom, pisarzom, ale i czytaniu w ogóle. Koziołek wychodzi od kanonu, szeroko omawiając Sienkiewicza, Prusa czy Przybyszewską, potem dociera do pozycji całkiem niedawnych, jak książki Springera, Karpowicza, czy Twardocha. Profesorskie przemyślenia i tropy interpretacyjne czyta się wyśmienicie, to prawdziwa uczta słowa. Dobrze znane, szkolne lektury, jak Lalka czy Quo Vadis, dzięki rozważaniom Koziołka nabierają zupełnie nowego, świeżego charakteru. Po stokroć rozszyfrowani i opisani bohaterowie stają się nagle jakby mniej papierowi i kuszą, żeby spotkać się z nimi ponownie na kartach książek odłożonych dawno na półki.

Nie wszystkie rozdziały Dobrze się myśli literaturą ujęły mnie równie mocno, każdy z nich był jednak bez wątpienia wart przeczytania. Dzięki lekturze książki Ryszarda Koziołka kolejny raz i na nowo odkryłam czar czytania. Trudno zliczyć, ile razy przebiegł mi po plecach znajomy dreszcz podekscytowania, który czuję zawsze, gdy myślę, jak wiele książek zostało jeszcze do przeczytania. To uczucie trącące prawdziwym przerażeniem (świetnych lektur jest przecież tak nieskończenie wiele, że nawet kilkudziesięcioletnie życie nie wydaje siępokoj marzenie być wystarczające!), ale i dziecięcą, naiwną radością, która rodzi się z pewności, że póki jest co czytać, nic nie jest bez sensu. Trudno ukryć, że Dobrze się myśli literaturą z premedytacją zagrało mi na emocjach. Ale przecież właśnie to postuluje, między innymi, w swojej książce prof. Koziołek – chce abyśmy czytając tekst, dawali mu się porwać, przeżywali opowiadaną historię, emocjonowali się, wzruszali i naprawdę bali. Najgorsze bowiem, co może spotkać czytelnika, to zdystansowanie, wychłodzenie, spojrzenie na książkę jedynie przez pryzmat szkiełka i oka. Nie martwię się wobec tego, że recenzja, którą właśnie piszę, wypadnie nieco chaotycznie, może nawet afektowanie. Tym razem bardziej niż na dbaniu o zasady rzetelnej oceny lektury, zależało mi na daniu upustu uczuciom, jakie wywołała we mnie sama książka.

Życzę każdemu czytelnikowi, żeby zdecydowanie prędzej niż później trafił na Dobrze się myśli literaturą. To prawdziwa gratka dla moli książkowych, lektura, która przypomina nam, dlaczego właściwie czytanie stało się naszym Credo. Przeczytajcie więc koniecznie profesora Koziołka, a potem… już tylko od Was zależy, która książka będzie następna!