Kryminał bez detektywa

Sophie Hannah, Błąd w zeznaniach

Co może łączyć niepozorną gospodynię domową, która mieszka w małym angielskim miasteczku i znanego w całym kraju kąśliwego publicystę piszącego obraźliwe felietony? Na pewno więcej niż może nam się wydawać. W Błędzie w zeznaniach Sophie Hannah nie tylko udowadnia, że potrafi perfekcyjnie skonstruować intrygę i zadbać o każdy jej szczegół, ale też że jest jedną z najlepszych współczesnych autorek kryminałów.  

Istnieje pewna teoria, nazywana teorią sześciu stopni, która mówi o tym, że każdemu z nas trzeba jedynie sześciu osób, aby skontaktować się z dowolnie wybranym człowiekiem na świecie. Takie kalkulacje robią na mnie wrażenie zwłaszcza, gdy Hannah_Blad w zeznaniach_mpomyślę, że zaledwie sześciu kontaktów potrzebowałabym, żeby porozmawiać z Marcinem Dorocińskim. Skalę można jednak zwiększyć – do skontaktowania się np. z Barackiem Obamą również niezbędne byłoby mi tylko sześć osób. „Sześć stopni oddalenia” znajduje niebagatelne zastosowanie także w Błędzie w zeznaniach Sophie Hannah, gdzie fabuła opiera się właśnie na pozornej nieprzystawalności dwojga głównych bohaterów – zamordowanego felietonisty Damona Blundy’ego i najważniejszej podejrzanej w sprawie – Nicki Clements. Relacja, która łączy tę parę okazuje się tak skomplikowana, że idealnie nadaje się na podstawę intrygi, na której rozsnuta zostaje fabuła kryminału. Kiedy natomiast na scenie pojawiają się postaci drugoplanowe, mamy już możliwość podziwiać prawdziwy kryminalny majstersztyk.

Przy bohaterach więc zatrzymajmy się na dłużej. Sophie Hannach w swojej książce dokonuje ciekawego zabiegu niesztampowego rozłożenia punktów ciężkości pomiędzy pojawiające się w historii postaci. Od samego początku zagłębiania się w lekturze zaskakujące było dla mnie to, jak mało istotne są w opowieści osoby śledczych – Simona i Charlie. Wydają się oni niemal bohaterami epizodycznymi. Zamiast na nich niemal cały fabularny nacisk położony zostaje na plejadzie podejrzanych, mniej lub bardziej związanych z zamordowanym publicystą. Żadna z postaci nie ustępuje tutaj Bloody-knifedrugiej, wszystkie są tak samo wyraziste, psychologicznie pogłębione i charakterne. Bez trudu zagarniają więc uwagę czytelnika i bezbłędnie pozwalają się rozpoznawać. Psychologia postaci Hannah jest nie bez znaczenia także dla konstrukcji całej powieści. Każdy element układanki pasuje tutaj do siebie. Bohaterowie zostają obdarzeni wiarygodnymi motywacjami, a ujawniony na końcu historii winny zarazem zaskakuje, jak i zyskuje naszą przychylność. Myślimy bowiem: “No tak, to musiał być on/ona! Przecież od początku wszystko na to wskazywało!”. Czy można znaleźć lepszą rekomendację dla kryminału?

Niemniej ciekawie podchodzi Hannah do kwestii narracji. Kolejne rozdziały napisane są albo w pierwszej osobie, kiedy czytamy o wydarzeniach opowiedzianych z punktu widzenia Nicki Clements, albo w osobie trzeciej, gdy relacjonowany zostaje nam przebieg śledztwa z perspektywy pracujących nad nim policjantów. Całości dopełniają felietony Damona Blundy’ego, w których uważny czytelnik dostrzeże wiele wskazówek niezbędnych do rozwikłania zagadki (zapamiętajcie to!). Jeżeli szukacie kryminału idealnego na początek lata, Błąd w zeznaniach zdecydowanie jest dla was! Inteligentna intryga, świetne obyczajowe tło i napięcie, które autorka utrzymuje do końca powieści na tym samym poziomie zachwycą każdego, kto lubi książki, które pożera się w jeden wieczór. Koniecznie przeczytajcie!

W przyszłości zostanę nikim

Patrycja Pustkowiak, Nocne zwierzęta

Zepsucie, rozkład, stagnacja, miałkość. Debiutancką powieść Patrycji Pustkowiak można opisywać barwnie i długo. Można mnożyć określenia, które przychodzą na myśl po zakończeniu lektury. Ale jeszcze lepiej po prostu zachwycić się językiem autorki. Nie mam wątpliwości, że to język literackich szczytów.  

Trudno powiedzieć, czy główna bohaterka Nocnych zwierząt istnieje naprawdę. I nie chodzi mi tutaj o stwierdzenie, czy Tamara Mortus stanowi jedynie fikcyjny produkt wyobraźni autorki, czy może ma swój  pustkowiak nocne zwierzętapierwowzór w rzeczywistości pozaliterackiej. Nie w tym rzecz. Mam bowiem wątpliwości, czy mamy tu w ogóle do czynienia z bohaterką jako taką. Na pewnej płaszczyźnie, w ramach pewnej interpretacji – z pewnością tak. Tamara to kobieta około 30-letnia, zdegenerowana, zanużona po uszy w nałogu alkoholowym, relacje międzyludzkie traktująca (mówiąc mało dosadnie) dość powierzchownie. Rzuciła pracę, zakosztowała “bycia kimś”, ale ostatecznie wolała zostać nikim. A może po prostu tak wyszło. Czas spędza na oglądaniu programów ezoterycznych w telewizji, masturbacji i wciąganiu kresek białego proszku samotnie lub ze znajomymi. Z drugiej jednak strony, Tamara  to symbol, figura, ucieleśnienie lęków ludzi jej pokolenia, choć przecież nie tylko ich. Pustkowiak skonstruowała postać, na którą w całości możemy spojrzeć jak na metaforę naszych czasów. Dlatego właśnie główna bohaterka nie jest do końca rzeczywista, niełatwo się z nią utożsamić, zrozumieć jej problemy, a także potraktować je poważnie. Podświadomie czujemy bowiem, że Tamara to bardziej idea, niż kobieta z krwi i kości. Autorka nie wyprowadza nas z błędu.

Fabuła opowieści zamyka się w trzech dniach, na narrację składa się niemal w całości monolog głównej bohaterki, przetykany gdzieniegdzie wypowiedziami pobocznych postaci. Zabieg to misterny, choć momentami paplanina Mortus rwie się nieco, a czytelnik musi przewracać strony wstecz, żeby przypomnieć sobie o co właściwie jej chodziło. Mimo tych chwilowych “ślepych zaułków”, język to bez wątpienia najmocniejsza strona Nocnych zwierząt. Zabawny, ironiczny, często szyderczy każe się podziwiać jako odrębność, jak zupełnie osobny organizm wybijający się ponad fabułę, bohaterów, czy konstrukcję opowieści. To właśnie ów język tworzy wyjątkową atmosferę książki Pustkowiak. Rozpina między kartkami zgorzkniałość, uwypukla parodię i jakby ukradkiem sieje grozę (Tamara spotka się przecież ze swoimi demonami, nie zechce jednak z nimi walczyć). Budzi też obrzydzenie. Częste, bardzo sugestywne opisy ekstremalnych stanów, w których znajduje się bohaterka i wszechobecna wulgarność mogą odrzucać co wrażliwszego czytelnika. Tym, którzy mają się za odbiorców delikatnych – raczej nie polecam.

Polecam natomiast wszystkim, którzy są ciekawi, czy Patrycja Pustkowiak słusznie została nominowana do nagrody Nike w 2014 roku i czy Justyna Sobolewska miała rację, pisząc, że Nocne zwierzęta „prześwietlają naszą rzeczywistość”. Czytając tę książkę warto uzbroić się w cierpliwość. Akcja nie zmierza tu w jasno wyznaczonym kierunku, bohaterka w wielu z nas na pewno nie wzbudzi sympatii, niejedną osobę natomiast zirytuje. Mimo tych dyskusyjnych minusów każdego mola książkowego zachęcam do sięgnięcia po tę wyjątkową, niebanalną,  wymagającą pozycję.